Miłość najpiękniejsza na świecie

Ta rozmowa wywarła na mnie wielkie wrażenie. Wiem jak bardzo Cezary związany jest z matką, jak bardzo ją kocha. Znamy się przecież ponad ćwierć wieku...

O chorobie swojej matki powiedział mi  po raz pierwszy kilka miesięcy temu. Pytał do którego lekarza się udać, kogo prosić o pomoc, radził co robić, bo mama dziwnie się zachowuje, jest w stosunku do niego podejrzliwa, zarzuca że podbiera jej pieniądze. Jest nieufna i  inna niż dotąd. To było podczas jakiegoś oficjalnego spotkania, gdzie wśród zaproszonych gości znalazła się też profesor Krystyna Pierzchała, neurolog. Poznałam Cezarego z panią profesor. Już po kilku chwilach rozmowy lekarka stwierdziła, że być może są to początki choroby Alzheimera.

Rzeczywiście. „ Już od jakiegoś czasu mama kilka razy w ciągu godziny pytała o to samo. Bagatelizowałem to, przypisywałem wiekowi mamy. Zauważałem, że ma kłopoty z pamięcią, zapomina różne rzeczy, zadaje te same pytania, opowiada w kółko trzy, cztery historie z przeszłości. To trwało jakiś czas. Żałuję, że wtedy nie miałem tej wiedzy jaką mam teraz. Przegapiłem moment najważniejszy. Wtedy mama była jeszcze samokrytyczna, mogłem z nią porozmawiać o chorobie, załatwić niektóre urzędowe formalności. Nie byłem taki mądry, nie wiedziałem tego co dziś. Teraz jest już za późno”

Przełomowy moment nastąpił podczas świąt wielkanocnych, kiedy mama Cezarego zaczęła mówić o rzeczach, które nie miały miejsca. Najpierw denerwował się, prostował, ale prawda do niej nie docierała. Wpadał w panikę. Nie mógł zrozumieć co się dzieje. Liczył, że minie...

Dziś na synu nie robi wrażenia, że matka chce go wydziedziczyć, oskarża o to, że ukradł jej biżuterię, że będzie z nim rozmawiać wtedy, jak odda jej to, co zabrał. „To boli. Jak sobie dajesz radę?” pytam. Uśmiecha się. Dziś wie, że agresja u chorych zwraca się do osoby najbliższej. Nie stara się już mamy wyprowadzić z błędu, żeby niepotrzebnie nie płakała i nie denerwowała się. I chociaż chowa przed nim różne rzeczy, zmienia zamki, żeby nie mógł wejść do jej mieszkania, to równocześnie na niego czeka. Po to między innymi, żeby oznajmić, że ją zawiódł, chociaż tyle serca mu poświęciła i obrazić go bolesnymi słowami, których dotąd nigdy z jej ust nie słyszał. Oskarżeń nauczył się nie przyjmować, nie brać do siebie. Na obelgi nie reaguje, stara się ich nie słyszeć. Nawet jak mu wymyśla przytula mamę, całuje, głaszcze po siwych włosach, zapewnia ją że kocha. I stara się być u matki jak najczęściej. Rozmawiać z nią na dawne tematy, o dziadku, o jej domu rodzinnym. Wtedy się uspokaja. Obecnych tematów wtedy nie poruszają.

Syn cieszy się każdym dniem, każdą rozmową, lubi te chwile. Modli się o to, żeby stan obecny, nawet ta agresja, trwały kilka lat. Wie, że nadejdą cięższe momenty...

Cezary jest jedynakiem. Kiedy pytam czy nie czuje się już zmęczony, wyczerpany chorobą  matki ten dorosły mężczyzna bez chwili wahania odpowiada „Ale skąd. Mój stosunek do mamy nic a nic się przecież nie zmienił. Moja mama jest wciąż dla mnie najukochańsza, to najpiękniejsza na świecie mama”.

 

Krystyna Bochenek

Senator RP